WYKŁAD I SPOTKANIE Z PSYCHOLOGIEM WOKÓŁ WYSTAWY, „Wyrwane demencji – mojej Mamie Emilia Gawron” – Urszula Gawron-Leśniara

We wtorek 21.04.2026 r. w Muzeum Diecezjalnym w Tarnowie wśród licznie zebranym gości odbyło się wyjątkowe wydarzenie – wyklad i spotkanie z psychologiem wokół wystawy czasowej: „Wyrwane demencji – mojej Mamie Emilia Gawron” autorstwa Urszuli Gawron-Leśniary w Muzeum Diecezjalnym.
Wykład pod tytułem: Co można ocalić, gdy nie można zatrzymać, wygłosi ks. dr Józef Partyka – psycholog, Fundacja AUXILIUM, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.
Dziękujemy wszystkim licznie zebranym przyjaciołom naszego Muzeum.
Dziękujemy za objecie naszego wydarzenia patronatem medialny: Gość Tarnowski, RDN Małopolska, Tarnowska.tv
Dziękujemy ks. dr Józefowi Partyce, za poświęcony czas i cenne przemyślenia, którymi ubogacił wszystkich.
Dziękujemy, za uświadomienie nam, że demencja, zaczyna się niepozornie… zazwyczaj dostrzegamy ją w drugim, gdy padają słowa, że znane miejsca, przedmioty, coś co zawsze było, nagle zniknęło, …. to zadawane te same pytania, zapomniane imiona, …
Dziękujemy ks. dr Józefowi Partyka za wygłoszony wykład w którym przeprowadził nas przez bardzo trudny temat, ale mocno związany z wystawą prac Pani Urszuli Gawron- Leśniary- „DEMENCJA- co można ocalić, gdy nie można zatrzymać”.
Dziękujemy, za uświadomienie, iż demencja, to rozłożone w czasie tracenie bliskiej osoby, że ta choroba mimo iż stopniowo zabiera wszystko co jest zapisane w pamięci deklaratywnej, ulotnej- (imiona, twarze, daty, fakty z życia, wspomnienia), to nie zabiera tego, co jest zakorzenione głębiej, w pamięci emocjonalnej, która trwa dłużej,(dotyk, ciepło dłoni, brzmienie głosu, uśmiech, trwająca obecność), a to wszystko, daje chorej osobie poczucie bezpieczeństwa…
Dziękujemy za położenie akcentu, iż demencja nie zabiera poczucia bliskości, ale bardzo ważne w tym wszystkim jest świadome utrwalanie dobrych chwil (mimo iż naturalnym jest, że one są zapominane, bo w świadomości bardziej zapamiętywane są te trudne, bo one uodparniają i dają lekcje życia).
Dziękujemy, że podczas wykładu zachęcił nas, by podobnie jak czyniła P. Urszula, kolekcjonować przedmioty ukochanych osób, zapamiętywać, zapisywać, zatrzymywać na zdjęciach te ulotne dobre chwile, aby później, gdy zabraknie już tej osoby, nie pozostawać z żalem, że nie wykorzystało się czasu jaki był wtedy dany.
Dziękujemy, że w kontekście wystawy w muzeum uświadomił nam, że to co już minęło, jest już niezniszczalne, jest najbardziej prawdziwe – ale już przeszłością, że to co już było jest prawdą.
Nie ocenioną wartością w spotkania było uświadomienie, że w rozmowie zazwyczaj pytamy się o osobę chorą, jak sobie radzi, jak się czuje, a zapominamy, nie pytamy jak sobie radzi, jak się czuje, ten Ktoś, kto się tą osobą opiekuje, jak On to wszystko przeżywa. A bardzo często dla najbliższych, związanych z osobą chorą, jest to swojego rodzaju ból bez świadków- bo niejednokrotnie czuje zmęczenie, bezradność, ciche, bezsilne(?) pytania o tożsamość chorej osoby, : czy to jeszcze jest ta ukochana osoba? Czy, pomimo troski wobec chorej osoby kierujemy się miłością czy już tylko obowiązkiem. I pytanie o sens- po co to robić?- bo sens jest ‘tlenem’ bez którego człowiek nie może funkcjonować, zwłaszcza w sytuacji gdy choroba postępuje coraz bardziej.
Dziękujemy za uzmysłowienie, że dyskomfort psychiczny i duchowy, kiedy towarzyszymy osobom chorym, a którzy chociaż jeszcze żyją, ale są już ‘gdzieś indziej’, to przeżywany stan określa się jako „żałoba antycypacyjna”, a dzięki tej świadomości łatwiej jest przeżywać trud codzienności.
Dziękujemy za wyjaśnienie, jak postępować, gdy pojawi się zwątpienie, zmęczenie?
Dziękujemy za uświadomienie, że w wartość towarzyszenia, pomocy chorym, naszych starań nie zależy od tego czy chory będzie to pamiętał- wartością jest samo trwanie przy nim, samo opiekowanie się nim, nawet jeśli samemu brakuje już sił, nawet jeśli przychodzi zwątpienie, a nawet nieświadome zaniedbanie.
Dziękujemy za słowa, że „Miłość nie musi być idealna, najważniejsze, żeby była prawdziwa – trzeba być (tylko i aż) wystarczająco dobrym…pomimo wszystko. Bo z miłości rodzi się dojrzała nadzieja, która, pomimo iż nie wiadomo jak będzie, daje siłę by iść dalej i trwać dalej.